O myśliwskich dobrych duchach

Łowiectwo jest po zbieractwie najstarszą formą działalności człowieka i często decydowało o jego przeżyciu. Toteż od pradawnych czasów, kiedy narzędziem myśliwskim stała się maczuga, aż po dzień dzisiejszy myśliwi zabiegali i zabiegają o wsparcie dobrych duchów.
To wsparcie jest im potrzebne tym bardziej, że człowiek jest istotą, którą natura wyposażyła dość skromnie. Nie posiada kłów, pazurów, ciepłego futra, ani nawet węchu dzika, wzroku sokoła, słuchu jelenia, czy chyżości sarny. Braki te musiał i musi zastępować coraz wymyślniejszym narzędziem łowów, ale nie tylko… Często, błądząc po niezmierzonych ostępach dzikiej puszczy, czując się bezbronnym i zagubionym, wzywał na pomoc swoich bogów.
Przed wiekami w mitologii greckiej opiekunką łowów była Artemida, przedstawiana jako młoda, urodziwa dziewczyna z łukiem, u której boku kroczyła łania.
U Rzymian odpowiednikiem Artemidy była Diana - bogini wszelkiego życia na ziemi. U pradawnych Słowian opiekę nad łowami sprawowała Dziewanna. Oddawano także cześć pomniejszym bóstwom, takim jak Radygost, czy Swiatybor. Bliscy sercom myśliwych byli również św. Michał i św. Jerzy.
We współczesnej kulturze europejskiej może nie jedynym, ale najpowszechniej czczonym patronem myśliwych jest św. Hubert. Jest on pośrednikiem pomiędzy łowcą, a Stwórcą.
Przed św. Hubertem największą czcią cieszył się św. Eustachy.
Św. Eustachy był wysoko urodzonym Rzymianinem, zwycięskim wodzem w czasach cesarza Trajana i zwał się Placyt. Legenda mówi, że jemu, podobnie jak św. Hubertowi ukazał się jeleń z krzyżem w pośrodku wieńca i ludzkim głosem polecił mu przejść na nową wiarę, co Placyt uczynił. Kiedy następca Trajana okrutny cesarz Hadrian dowiedział się o tym polecił rzucić go wraz z rodziną na pożarcie lwom. Lwy zamiast ich rozszarpać zaczęły się do nich łasić, wówczas Hadrian nakazał rozgrzać do czerwoności spiżowy posąg wołu i wrzucić ich w jego wnętrze, gdzie zginęli w męczarniach.
Św. Hubert jest postacią historyczną. Żył około 1300 lat temu, był potomkiem królewskiego rodu Merowingów. Żonaty z przedstawicielką jednego z ówczesnych najznamienitszych rodów - córką Pepina z Heristal wiódł uporządkowane, bogobojne życie i jak pisze Edward Szałapak w swojej książce Tradycje i zwyczaje w kole łowieckim "Hubert nigdy myśliwym nie był". Legenda jednak mówi co innego. Głosi ona, że kiedy jego małżonka wyjechała na kilka miesięcy do swojej chorej matki, jako "słomiany wdowiec" zaczął korzystać z wolności i całe noce spędzał hulankach, a dnie na polowaniach polując w świątek i piątek. Kiedyś zapędził się w leśne ostępy za pięknym, białym jeleniem /wg jednych było to w Boże Narodzenie, a wg innych w Wielki Piątek/, po dłuższej pogoni jeleń przystanął. Widok, jaki zobaczył Hubert /pośrodku wieńca jelenia żarzył się krzyż/ i głos ludzki, którym przemówił jeleń tak wstrząsnęły nim, że porzucił światowe życie i został kapłanem.
Popularność św. Huberta, jako patrona myśliwych w Polsce, datuje się od XVIII wieku. Jego kult w naszym kraju gorąco propagował August II, pierwszy Sas na polskim tronie, panujący w naszym kraju w latach 1697-1733. Aktualnie myśliwi dzień swojego patrona - 3 listopada - świętują niezwykle uroczyście. Najciekawszym związanym z tym dniem polowaniem w Polsce jest bodaj Hubertus Spalski organizowany w Spale od 2000 roku, który swoją oprawą nawiązuje do tradycji organizowanych przez prezydenta Mościckiego Spalskich Świąt Hubertowskich.
Co prawda w Spale na polowaniu nie uczestniczyłem, ale będąc tam słuchałem opowieści jak to w tych okolicach gonili za dzikim zwierzem Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i Kazimierz Jagiellończyk. Podziwiałem pamiątki, jakie pozostawili po sobie car Aleksander III i car Mikołaj II. Im to bowiem Spała zawdzięcza swoją świetność. Mogłem również odwiedzić piękną, drewnianą kapliczkę wybudowaną w stylu góralskim na zlecenie prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, w której znajduje się także beskidzki akcent: rzeźba dłuta Ludwika Konarzewskiego z Istebnej przedstawiająca legendę św. Huberta.
Ale i u nas pięknych tradycji związanych z tym dniem nie brakuje. Wiele kół swoje polowania rozpocznie mszą świętą odprawianą w kościele lub, co bardziej nawiązuje do myśliwskich zwyczajów, w uroczych, leśnych, czy położonych wśród pól kapliczkach.
Często w polowaniu będą brać udział sygnaliści, dający odpowiednimi sygnałami hasło do kolejnych myśliwskich "obrządków". Rozpoczną sygnałem wzywającym na zbiórkę myśliwych, a po nim następować będą kolejne, aż do tych honorujących zwierza leżącego na pokocie, i tego najdostojniejszego - Darz Bór - dającego hasło pożegnania z knieją. Poprzedzi je jednak salwa honorowa oddana dla uczczenia tego święta.
A potem… Potem rozpocznie się myśliwska biesiada wspólnie z zaproszonymi gośćmi!
Życzę więc kolegom myśliwym częstego łamania strzelb i niech od tego pierwszego - hubertusowskiego polowania wszystkim nam knieja będzie łaskawa.